Oj ne chody Hryciu Taj na weczernyciu
lampy |Muminki |Charlie i Lola
„Oj, ne chody, Hryciu Taj na weczernyciu. Bo na weczernyci Diwki czarnownyci.
Czyli oj, nie chodź że na wieczorki czy potańcówki, Hryciu, bo na wieczorkach dziewczęta są czarownicami!... Treść tej piosenki ludowej może wcale nie była taka niewinna a brzmiała raczej jako rada. Wachickiego to zastanowiło.
— Sehr schón! — Niemiec chyba był wrażliwy na śpiew. Marząco rozstawił łokcie na stoliku. Kiwał do taktu głową. A potem rzekł coś po ukraińsku ponad ramieniem do swego sąsiada, tego innego — wyższego wzrostem. Wówczas wszyscy trzej, roześmiawszy się raptem, popatrzyli na Wachickiego.
Ejże, prawdziwy konsul tak by się nie zachowywał. To najwyżej jakiś urzędnik konsularny... — pomyślał Leon. Skupił się przez chwilę w sobie a la Stanisławski. Jestem sympatyczny, bardzo sympatyczny! — i natychmiast oczy jego ujawniły szczerość, życzliwość — no i roztargnienie. Zerknął na zegarek, jakby przypomniawszy sobie o czymś pilnym, i kiwnął na Waldemara. — Płacić!
Niebo zahaczając o czubki drzew jeszcze bardziej ściemniało. W ogródku zrobiło się mrocznie jak przed ulewą. W „Sportowej" za kontuarem siedziała sama tylko Sztajsowa, mąż jej być może rozpaczał w kuchni nad swym bankructwem. W restauracji było prawie ciemno. Różewiejące ramiona dzierżawczyni poruszyły się. Oparła głowę o rękę. Rysów jej nie było widać.“(3)
baranek shaun |Spiderman |Psychoterapia Szczecin
„Oj, ne chody, Hryciu Taj na weczernyciu. Bo na weczernyci Diwki czarnownyci.
Czyli oj, nie chodź że na wieczorki czy potańcówki, Hryciu, bo na wieczorkach dziewczęta są czarownicami!... Treść tej piosenki ludowej może wcale nie była taka niewinna a brzmiała raczej jako rada. Wachickiego to zastanowiło.
— Sehr schón! — Niemiec chyba był wrażliwy na śpiew. Marząco rozstawił łokcie na stoliku. Kiwał do taktu głową. A potem rzekł coś po ukraińsku ponad ramieniem do swego sąsiada, tego innego — wyższego wzrostem. Wówczas wszyscy trzej, roześmiawszy się raptem, popatrzyli na Wachickiego.
Ejże, prawdziwy konsul tak by się nie zachowywał. To najwyżej jakiś urzędnik konsularny... — pomyślał Leon. Skupił się przez chwilę w sobie a la Stanisławski. Jestem sympatyczny, bardzo sympatyczny! — i natychmiast oczy jego ujawniły szczerość, życzliwość — no i roztargnienie. Zerknął na zegarek, jakby przypomniawszy sobie o czymś pilnym, i kiwnął na Waldemara. — Płacić!
Niebo zahaczając o czubki drzew jeszcze bardziej ściemniało. W ogródku zrobiło się mrocznie jak przed ulewą. W „Sportowej" za kontuarem siedziała sama tylko Sztajsowa, mąż jej być może rozpaczał w kuchni nad swym bankructwem. W restauracji było prawie ciemno. Różewiejące ramiona dzierżawczyni poruszyły się. Oparła głowę o rękę. Rysów jej nie było widać.“(3)
<<<< Wreszcie koniec roboty
| 2 Jądro komórkowe-W toku >>>>
baranek shaun |Spiderman |Psychoterapia Szczecin